piątek , 7 październik 2022

Wywiad z p3ys_0nem

V-12: Cześć Krzysiek! Na początku przedstaw się w kilku słowach czytelnikom Hot Style – co porabiasz, jakie masz hobby i dlaczego nie jest nim Atari? 😉

p3ys_0n: Witam wszystkich czytelników. Na imię mi Krzysztof, lat 36, kawaler, mieszkający sam w kawalerce, lubiący wypić dość sporo piwa :-). Praktycznie wszyscy wołają na mnie „pejson”, to jest też taka ksywa od jakiegoś czasu. Czym się zajmuję? Mam kilka hobby, ostatnio interesuje mnie fotografia. Niestety nie mam jeszcze swojego sprzętu, żeby móc robić fajne foty, trzeba wybulić, ale od czasu do czasu występuję jako model, gdzie dzięki temu kolega ma różne wyróżnienia, a ja frajdę, że mogę siebie zobaczyć na wystawie. Tutaj przykład.

Moja sytuacja wygląda trochę dziwnie, bo dość często zmieniam pracę. Powód? Wały u pracodawców, czy też mała pensja. Aktualnie pracuję jako listonosz, lecz szukam innego zajęcia. Co do dalszego hobby, są nim oczywiście stare kompy, zwłaszcza C64.

Atari? Za jakiś czas chcę sobie sprawić 8-bitowy model ze 128K RAM-u, chociaż tworzenie na nim muzyki trochę mnie zniechęca do jego zakupu, ale chociaż DEMA w realu chciałoby się pooglądać. W dalszych planach ZX 128K.

V-12: W jaki sposób rozpoczęła się Twoja długa przygoda z Commodore 64?

p3ys_0n: No, tutaj muszę cofnąć się aż do 1987 roku, kiedy to jako 7-latek miałem pierwszy raz styczność z jakimkolwiek komputerem. Był nim ZX 48K, tak zwany „gumiak”. Na początku były to gry, gdzieś w latach 1989-1990 pisałem pierwsze programiki w BASIC-u. Jak się później okazało, BASIC w tym komputerku był niebo lepszy, niż ten w naszym C64. Magiczny rok 1991 przyniósł mi na Barbórkę (górnicze święto, jakby ktoś jeszcze nie wiedział) C64. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, jakie kryje w sobie tajemnice, ale gdy ujrzałem pierwsze intro wraz z muzyką na kolorowym TV, od razu byłem w szoku, gdyż wcześniej nie miałem z komarkiem jakiegokolwiek kontaktu.

Rok 1992 był lekkim przełomem, gdyż bardziej interesowały mnie demonstracje, czyli pierwsze DEMA z muzyką, scrollami, pierwsze plikówki THE QUARTET, później QUARTET, PARADOS, zagraniczne demka, m.in. A.C.E. i 4 kanał na samplingach, czy też DDG i ich sample doprowadziły mnie do tego, że sam chciałem tego spróbować.

Niestety nie znałem nikogo, ani nie miałem takiej wiedzy, jak to zrobić. Zacząłem chyba jak każdy scenowiec, od BASIC-a i C&A. W 1993 roku odkupiłem od kumpla z bloku za oszczędności stację 1541 II, gdzie było tam kilka DEMEK. Pamiętam, jak na okrągło oglądałem demko grupy ORIGO z 1990 roku, gdzie pierwszy raz widziałem INTERLACE. Później jakoś się zaczęło, bo poznałem kilku ziomali ze stacją i było to takie typowo osiedlowe wymienianie się. W sklepach komputerowych brakowało pustych dysków, a ja już sam nie wiedziałem, co mam kasować, aby ponagrywać nowe dema, gierek miałem kilka. Bawiłem się z kumplami jakimiś DEMOMAKERAMI i w tekstach wyśmiewaliśmy kumpli z klasy, koleś jakieś śmieszne grafy rysował na poziomie pierwszoklasisty, ale to nie było ważne. Było fajnie, kiedy po całym dniu zabawy w końcu odpaliło się „DEMO” i zgrało się to na kasetę, aby większość mogła sobie to obejrzeć z czego i z kogo się wyśmiewamy, a inni się pytali, jak to zrobiliśmy. 🙂 Ogólnie wtedy była wielka frajda i coś w stylu, że ja tu jestem w klasie RULES. 🙂 Świetne czasy!

Rok 1995 – koniec podstawówki. Jako 15-latek całe wakacje praktycznie spędzałem przy komarze i BASIC-u. No i zawodówka – dzięki niej poznałem kilku ludzi, jeden miał nawet stację. Okazało się, że ten koleś ma sporo nowych DEMEK i kontakt z pewnym kolesiem z mojego miasta. Okazało się, że jest nim DEREK/ANTI/ASPHERON/GALICYA/CONQUISTADORES i chyba jeszcze przewinął się przez IMPACT. Gość zajmował się programowaniem w ASSEMBLERZE i od tamtej pory jakoś bardziej spodobała mi się zabawa na komarku. Planowałem już, aby go sprzedać i jak większość przerzucić się na AMIGĘ 500. Gdybym w porę nie poznał DERKA, pewnie nigdy nie poznałbym DEMOSCENY od środka. Razem robiliśmy sobie MEETINGI, w końcu dowiedziałem się, gdzie od kogo i za ile mogę nabyć dyski.

Wtedy na praktykach dostawało się jakieś tam pieniądze, czy też się oszczędzało tylko po to, aby zaopatrzyć się w sporą ilość dysków. Wtedy jeszcze nie miałem kontaktów spoza miasta, czyli ogólnie z DEMOSCENĄ, to co miał DEREK mi wystarczało. Na początku 1996 roku DERKA porwała armia, więc postanowiłem do kogoś napisać. Adresy wziąłem z któregoś numeru VITALITY. Minęło trochę czasu i ludzie zaczęli odpisywać. Pamiętam, że gdzieś ok. 6-8 SENDÓW poszło się walić, mimo że nie cheatowałem stampów (wtajemniczeni wiedzą o co chodzi). Po prostu ludziom przydały się dyski i tyle, zwłaszcza nie zapomnę jakiejś pindy MISS SECRET, czy jakoś jej tam było. Zacząłem dostawać VOTY do głosowania, DEREK mnie później trochę przeszkolił w „czitowaniu” i wtedy mogłem cieszyć się coraz większą liczbą kontaktów przy minimalnych wydatkach. Wtedy też padła decyzja, aby założyć własną grupę pod szumną nazwą JAZER. Z początku niewiele potrafiłem, miałem tam kilku grafików, muzyków, ale brakowało nam kodera. Co prawda uczyłem się programować, ale co to jest wydać jedno intro, grafiki też za bardzo nie były jakieś rewelacyjne, a muzyka, sam nie wiem, na tamte czasy z biedą uszło, teraz jak tego słucham (bez komentarza). Początek 1997 roku przyniósł w grupie małe zmiany, mianowicie udało mi się dwóch świeżaków zwerbować, a że programowali, to jakoś ta grupa zaczynała pracować. Niestety po party w Pleszewie 1997 roku, obaj koderzy przeszli do tej grupy od Cactusa (jakoś tam się nazywała, juz nie pamiętam), ale i tak gówno wydali, potem się okazało, że rypali procedury i jeszcze użyli to w jakimś dentrze Cactusa, ale olać ten temat. Już myślałem walnąć tym w cholerę, ale pewien J.F.Kennedee/EXPECT poinformował mnie, ze w jego mieście działa nowo powstała grupa ANGELS. Postanowiłem do nich napisać i po krótkich rozmowach przez telefon stacjonarny postanowiliśmy połączyć siły i powstała grupa DRACO. Ja byłem zastępcą lidera, potem nie tak dawno się dowiedziałem, że niby nim nie byłem, ale to nie na temat teraz. Nauczyłem się podstaw w rysowaniu logosów i zaczęła się moja wymarzona zabawa w SAMPLE. Miałem wtedy na stanie programy COMERA, które nie krążyły po scenie (od DERKA) i próbowałem sił w dogrywanych SAMPLACH, co nawet mi wychodziło pod względem czystości i przejść podczas odgrywania. Niestety jakieś dupolizy, co nie znały się ani na dogrywanych, ani na jakości, nie wspomnieć o przejściach, byli baaardzo wysoko notowani w CHARTSACH, tak po znajomości, co z tego, jak kolo nie znał się na tym i jakieś gówno krążyło po scenie.

Ten rok obfitował przede wszystkim w MEETINGI, które przeważnie odbywały się w Brzegu, w chacie J.F.Kennedeego. Wtedy na pierwszym spotkaniu postanowiliśmy zrobić małe roszady w grupie, wywalając kilku ludzi, a zarazem przyjąć kilku innych, padło na JFK oraz dwóch braci z Wrocławia HANKA i ARCHIBALDA. W tymże jeszcze roku jeździłem jeszcze do Katowic, gdzie tętniła giełda, dość spora, gdzie można jeszcze było nabyć cokolwiek do C64, oraz niezapomniane spotkania w bufecie, gdzie spora część śląskiej demosceny z C64 przesiadywała i wymieniała się pomysłami, czy też rozmawiała o duperelach, kto w czym sendy wysyła, np. PASTHOR w „tytkach po kreplach”. 🙂

Dalsze lata przebiegały raczej normalnie, każdy w grupie coś robił, a zarazem się uczył. Na party w Częstochowie zajęliśmy drugie miejsce, chociaż inne produkcje były o wiele lepsze, krążyła plota, że my podczepiliśmy VIRUSA co spowodowało, że niektóre produkcje się posypały, zwłaszcza bardzo świetne DEMO grupy ARISE. Pamiętam, jak chłopaki się baaardzo denerwowali, szkoda, bo mogło zająć pierwsze miejsce! Świetna produkcja!

Tak w sumie do roku 2002 roku zbytnio wiele się nie działo, wychodziły produkcje, grupa stawała się coraz mniej aktywna, były MEETINGI, czy to u mnie, czy tradycyjnie w Brzegu, czy nawet we Wrocławiu. No i porwała mnie armia. W latach 2002-2003 nic praktycznie się nie działo, jeśli chodzi o grupę, należałem też wtedy do TROPYXU, wydając jakieś małe produkcje. Po wojsku postanowiłem zadbać o swoją grupę, wydawałem coś od czasu, bo nikt już nic nie robił, przyjąłem kilku zdolnych ludzi i z biegiem czasu coś z tego wyszło. W końcu pod koniec 2014 roku bodajże, ludzie z DRACO zaczęli mieszać w grupie, odnosiłem takie wrażenie, nikt nie konsultował ze mną pomysłów, czy czegokolwiek, więc stwierdziłem, że jestem niepotrzebny w grupie i postanowiłem odejść, reaktywując zarazem starą grupę pod nazwą VAUDEVILLE CREW, w której należałem od 1998 do 1999 roku. Grupa się rozpadła, ale wróciła do życia w 2015 roku. W grupie jest kilku ludzi, którzy postanowili powrócić do zabawy na C64. Mamy już kilka małych produkcji, w planach coś większego.

V-12: No cóż, wyprzedziłeś kilka moich następnych pytań, ale myślę, że za chwilę zgłębimy ponownie temat Twojego scenowania na C64. Najpierw chciałbym się dowiedzieć, którą ksywkę obrałeś jako pierwszą? Czyżby to była „Black Cat”? Pamiętam, że inspiracją do jej wyboru było… pudełko zapałek.

p3ys_0n: Nie będąc jeszcze na scenie, miałem ksywę CAT, ogólnie podpisywałem się tak w programikach, które pisałem wtedy w BASIC-u. Po tym, jak poznałem DERKA, powiedział mi, że już na scenie jest pewien gościu o takiej ksywce, więc dodałem do tego BLACK i wyszło BLACK CAT. Potem zaczęły się jaja, bo taki gostek o ksywie BLACK mieszkał na moim osiedlu, co spowodowało, iż gościu chciał mnie wysmarować w jakimś elitarnym magu, w Astorii chyba, że ja lamer i że specjalnie sobie dodałem BLACK, aby ludzie mnie kojarzyli z nim, czy jakoś tak. Wyjaśniłem to potem z nim, ale koleś ogólnie był jakiś poroniony, trudno z nim się gadało, więc za bardzo nie chciałem z nim utrzymywać kontaktu. Dzięki niemu poznałem MILLERA, również gościa z mojego miasta, który należał wtedy do ALLIANCE i pisał artykuły. Niestety na początku tego roku nie doszliśmy do porozumienia względem jego brata MAGNATE, który podszywał się pode mną i chciał wystawić zaka na którymś Pierniku, jednocześnie wyśmiewając się ze mnie. Trudno, ja tam za tą znajomością płakał nie będę, a jeśli chodzi o MAGNATE, to wyjdzie odpowiednia produkcja i tam wszystko będzie opisane co i dlaczego. Pozdro frajerze!

Wracając jeszcze do BLACKA, koleś też na początku mieszał w 1997 roku i jakiś list wysłał BALDHEADOWI/KRECIKI, że to niby ja, co wyszło potem w magu, że ja go w liście obrażałem, czy coś, ale zostawmy to już w spokoju.

V-12: Zdaje się, że jeszcze w 1995 roku, krótko po założeniu Jazer, wstąpiłeś do Alliance. Byłeś też w Elipsy. Dlaczego ani Jazer, ani Elipsy nie wydały żadnej produkcji?

p3ys_0n: Alliance – stare dzieje, jedna z moich pierwszych grup. Swego czasu mogła to być dość dobra grupa, gdyby kilku zdolnych nie przeszło wtedy do innych grup, jak FENEK na przykład, bardzo zdolny programista. Byłem tam chyba dwa lata, potem jakoś kojarzono tę grupę z mało co znaną na scenie grupą, szydząc z niej itp. To też postanowiłem zmienić grupę na mało znaną ELIPSY, która zapowiadała się dość fajnie, niestety nic nie wyszło spod jej szyldu, miał być magazyn, nawet sampling zrobiłem, co potem wyszedł pod szyldem Vaudeville.

Jazer – pod jej szyldem miało wyjść dentro, magazyn, ogólnie wyszło tylko intro ze scrollem. Po odejściu RATA i ASTERIXA grupa połączyła się z Angels, ale to wspominałem wcześniej.

V-12: Jak wyglądała ówczesna rzeczywistość swapperska? Miałeś dużo kontaktów? Czy miewałeś problemy z Pocztą Polską z tytułu cheatowanych stampów?

p3ys_0n: Kiedy DERKA pochłonęła armia, szukałem nowych kontaktów i w 1996 roku miałem ich około 40. Później ludzie sami zaczęli do mnie pisać i miałem gdzieś już pod koniec 1997 roku jakieś 90. Ta bariera utrzymywała się gdzieś do 2001 roku, później była armia i kontaktów coraz mniej. W 2003 roku miałem ich zaledwie 20, ludzie porzucali C64 na rzecz pecetów, czy też Amig, sam nabyłem w 2003 roku pieca, ale ze swappu nie rezygnowałem, nawet starałem się coś robić w tym okresie. No i pozostało mi do dnia dziś. 🙂

Przygody, to największe były w 1997 roku, przy tak dużej liczbie kontaktów nie stać mnie było na nowe znaczki, to też wiadomo, jak każdy inny się „czitowało”. Polegało to na tym, iż każdy smarował znaczek klejem, woskiem, czy przyklejał taśmę klejącą. Ten ostatni sposób był do kitu, bo strasznie błyszczało, więc na poczcie pracownicy kapowali się, iż jest coś nie tak. Miałem kilka nieprzyjemności, ale kończyło się to, że miałem jedynie dopłaty, a ludzi prosiłem o ostrożne „czitowanie”. Wtedy to też postanowiłem sam poeksperymentować z klejami. W sztyfcie się nadawał, lecz czasami poczta się do tego przyczepiała. Wymyśliłem klej uniwersalny, mianowicie mieszałem przeźroczysty z klejem VIKOL, który wyglądał jak mleko. Klej okazał się sukcesem, mianowicie był matowy, dobrze się wchłaniał w znaczek, a do tego nie błyszczał i stempel idealnie przywierał do znaczka. Klej później wypróbowałem na biletach autobusowych, gdyż u nas kasowniki robiły tylko nadruk. Idealnie można było ciulać przewozy miejskie, gdyż za dużo sobie wołali za przejazdy, a nóg na loterii nie wygrałem. Większych przekrętów nie było, ale przez złe „czitowanie” przesyłki w ogóle nie dochodziły. Ileż cennych nośników poszło do pieca. 🙂

V-12: Pamiętam Twoją miksturę doskonale, nawet jeździłem na cheatowanych biletach od Ciebie. To były czasy! 😉 Pozwól, że jeszcze pomęczę Cię w kwestii Twoich scenowych ksywek. Czyli po Cat był Black Cat, potem White Cat, a następnie Mini Cat? Skąd w ogóle pomysły na takie, a nie inne pseudonimy? W sumie to ludzie najbardziej Ciebie kojarzyli właśnie jako Mini Cata.

p3ys_0n: Hmm… Trudno powiedzieć. Za łebka polubiłem koty, to od początku, gdy zacząłem bawić się BASIC-iem, miałem ksywę CAT. Niestety, kiedy poznałem DERKA okazało się, że już ktoś ma taką ksywę, to też dodałem sobie BLACK, czyli czarny kot. Blok dalej mieszkał BLACK z ASPHERONU, to też przez to wybuchła wojna, że ja niby lamer, że pod niego próbuję się podszyć, to też w końcu postanowiłem wymyślić coś głupiego i tak padło na MINI CAT. Wiem, głupia ksywa, ale raczej nikt na taką by nie wpadł. Pod tą ksywką dość długo widniałem w memberach, ale po wyjściu z wojska postanowiłem zmienić ksywę, bo wołali na mnie wegeta, a to dlatego, że nie jem mięsa, to też zmieniłem na VEGETA i tak zostało, aż do momentu bodajże 2011 roku. Chciałem zakończyć tamten etap i zacząć robić coś na poważnie pod obecną ksywką (z marnym skutkiem jak na razie). W planach mam kilka pomysłów, a mianowicie SAMPLING na moim DRIVERZE, który leży tam gdzieś na dysku i czeka na grafikę. 🙂 W końcu dorwałem oryginalny monitor od BR0DY, więc pewnie coś w tym roku wyjdzie, bo częściej włączam teraz Komarka, bo EMU to taka przeglądarka bardziej do STUFFU. Kodzić na tym nie umiem. :-p

V-12: Wspominałeś wcześniej o powstaniu grupy Draco. Jak to w końcu było, bo są dwie wersje wydarzeń: grupę założyłeś Ty, czy Dr. Guma, czy może razem tego dokonaliście?

p3ys_0n: Znowu o DRACO, no dobra. W 1996 roku założyłem małą znaną grupę JAZER, a że miałem w grupie i muzyków i grafików (bo koder odszedł) to też szukałem czegoś, aby się zaczepić. W Brzegu była grupa ANGELS, to też po dłuższych rozmowach powstało DRACO, gdzie DR.GUMA i ja byliśmy HQ. Tak to wygląda, potem jak wspominałem okazało się, że nim ponoć nie byłem, ale w kolejnym pytaniu opowiem jeszcze coś na ten temat.

V-12: Początkowo zajmowałeś się samplingiem i komponowaniem modułów. Pisałeś też artykuły do Speakera i C64,5. Jak wspominasz prace nad kolekcją Cataclysm?

p3ys_0n: Oj, to były najlepsze złote czasy, kiedy SCENA żyła pełną parą. Tak, byłem wtedy w VAUDEVILLE, grupa znana była z wydawania maga SPEAKER, chociaż stara gwardia z lat 1991-1994 pewnie źle kojarzy tę grupę, kiedy po wałku SAVALASA grupa przestała istnieć, a do życia wróciła w 1996 roku z dość bardzo zmienionym składem. Byłem w tej grupie chyba rok, kiedy upadła w 1999 roku. Teraz żyje na nowo, gdyż teraz ja postanowiłem powołać ją do życia wciągając do niej kilku nowych zdolnych, mało znanych ludzi, jak i tych, którzy działali w połowie lat dziewięćdziesiątych. Dalej, grupa ALLIANCE, w tej grupie czułem się bardzo dobrze, bo była to moja pierwsza grupa. Dokładnie już nie pamiętam co tam pisałem, ale w 1998 roku postanowiłem odejść na rzecz nowo powstałej grupy ELIPSY, gdzie nie trwało to długo. Wtedy w latach 1997-1999 bawiłem się SAMPLINGIEM. Miałem taki fajny SAMPLER, przerobiony AMIGOWSKI, który nie chciał pracować z programami z firmy BiW, lecz tylko z dwoma znanego COMERA/SUN. Wtedy byłem jednym z nielicznych co ten program posiadało. DEREK był dobrym kumplem COMERA i ot cała historia… Nauczyłem się sztuczek dzięki COMEROWI, gdyż on używał sprzętu zasilanego wyłącznie z baterii. Wiadomo – komodorek jest bardzo wyczulony na trzaski, toteż gdy ludzie samplowali na jakichś zwalonych jamnikach, brzmiało to jakby dźwięk przepuszczali przez odkurzacz! (hi J.F.Kennedee). Niestety, każdy wolał głosować na styl TECHNO, jak to miało miejsce z CJ WARLOCKIEM, czy też zdupcone sample niejakiego KILLERA/TENGU, bo oczywiście dupę trzeba było lizać… Stare dzieje.

Składanie kolii CATACLYSM wspominam miło. Odbywało się to na MEETINGU w Brzegu u JFK. Bawiliśmy się chyba trzy dni wtedy przy browcach, jak to na MEETZACH wtedy bywało…

V-12: Draco radziło sobie dobrze na scenie, wydając dwa dentra: Sewage i Take Off (w dwóch wersjach). Zresztą Wasze drugie dentro zajęło jak wspomniałeś drugie miejsce na Rush Hours 1998. Wydawało się, że wszystko jest na dobrej drodze, by Draco rządziło na scenie, ale nastąpiło załamanie w 2000 roku i spora część memberów przeszła w stan nieaktywności. I wtedy przejąłeś oficjalnie stery nad grupą. Pewnie zgodzisz się ze stwierdzeniem, że gdyby nie Ty, to Draco przestałoby istnieć?

p3ys_0n: Faktycznie w 2000 roku niewiele się w grupie działo, toteż postanowiłem działać, mianowicie szukałem wśród swoich kontaktów kogoś, kto zna się na czymkolwiek. Do grupy JOINĄŁEM kilku ludzi, np. Ciebie, gdyż brakowało kodera, chociaż jeszcze w 2002 roku, przed moim wstąpieniem do armii, wyszła kolia kodowana przez HANKA (ostatnia większa produkcja) z grafiką ARCHIBALDA oraz moim ostatnim dogrywanym samplingiem. Byli też inni ludzie, którzy wstąpili za moją namową. Uzdolniony koder TRIAL, jego sąsiad swapper, koderzy SNERG oraz GAŁY, dalej nowe twarze na scenie, czyli bracia KYNO kowerzysta i jego uzdolniony brat BLEMISH grafik, koder oraz grafik z mojego osiedla ARROW, muzyk KLAX oraz na samym końcu gdzieś ok. 2003 roku, mój bardzo dobry przyjaciel, grafik LOBO, który niestety pod koniec 2014 roku zmarł. Od tego momentu nie widziałem już sensu robienia czegokolwiek pod tą grupą, toteż postanowiłem odejść na zawsze, reaktywując wcześniej wspominaną grupę VAUDEVILLE.

V-12: Dosyć szybko, bo jeszcze w 2000 roku trafiłeś do Tropyxu. Początkowo w tajemniczych okolicznościach jako The Spear, a potem już oficjalnie jako Mini Cat. Masz zresztą w tej grupie długi staż i wiele wkładu w powstanie kolejnych produkcji. Dobrze w tamtym czasie radziłeś sobie z rysowaniem grafiki w multikolorze. Jaki był główny powód Twojej chęci wstąpienia do Tropyxu?

p3ys_0n: Główny powód powiadasz? Wiesz w 2000 roku, szukałem jakieś grupy, a że grupa przypominała mi czasy, kiedy to w 1993 roku coś podobnego robiłem, jakoś wróciły wspomnienia dawnych lat i jakoś chciałem poczuć klimat panujący wtedy. Było to niezapomniane uczucie, które pozostało do dzisiaj, chociaż niewiele już robię, co nie oznacza, że ten klimatyczny zapał nie powróci, choćby przez chwilę.

V-12: Jakie plany ma grupa Vaudeville Crew na najbliższe lata?

p3ys_0n: Plany? Hmm… W planach była kolekcja muzyczna niejakiego BUDDHY, ale kiedy koleś wyskoczył z numerem, że sam się „uśmiercił” i działał pod xywą BOTX, kolia nie wyjdzie.

Był pomysł reaktywowania legendarnego magazynu SPEAKER, który był wydawany pod szyldem tejże grupy, lecz po namyśle stwierdziliśmy, iż nie ma to sensu. Raz, że mało kto pisałby arty, a po drugie, przeczyta to może z 50 ludzi, więc olaliśmy projekt.

Tak na poważnie to grupa od czasu do czasu coś wyda, ja mam w planach wydać sampling na własnym DRIVERZE, ale już chyba o tym pisałem. Konkretnie nic w planach nie ma, co jakiś czas będzie pojawiała się drobna produkcja, kiedyś może małe DEMKO. Czas pokaże.

V-12: Co sądzisz o nowoczesnych wynalazkach typu 1541Ultimate, UK1541?

p3ys_0n: W dobie braku dysków, których od bardzo dawna się nie produkuje, pomysł obu przystawek uważam za świetny, zwłaszcza ten drugi jest dość dobrze zaprojektowany, ponieważ nie blokuje portu modułu (kartridża). Ja jak na razie najlepsze produkcje nagrywam na 5’25, resztę trzymam na SD. Lubię używać dysków, ponieważ przy składaniu czegokolwiek pracuje się wygodnie, niż na SREMU, które się co chwila sypie i strasznie denerwuje!

V-12: Tęsknisz za klimatem sceny komputerowej lat 90. ubiegłego wieku?

p3ys_0n: Oj i to bardzo! Chciałbym choć przez chwilę poczuć klimat, kiedy to kopiowało się dyski na dwie stacje, „czitowanie” stampów, a zarazem oglądania pierwszych demek. Poznawanie tajników komarka, czytania magów i informacji o co rusz pojawiających się różnych grupach. Jeżdżenia na meetzy i wspólne wypady na miasto z grupą na brona, czy też wspólne oglądanie demka. Teraz to już nie to samo, ale fajnie mieć na necie kontakty z dawnych lat. Szkoda, że mało kto z nich robi cokolwiek.

V-12: Na koniec tego ciekawego wywiadu przekaż jakieś słowa do swoich kontaktów z dawnych lat. 🙂

p3ys_0n: Nie wiem, czy ktoś z moich kontaktów to przeczyta, ale chciałbym wszystkich bardzo pozdrowić i podziękować za miłe chwile spędzone przy notkach lub też przy wspólnych produkcjach, najbardziej Hankowi, Tobie, czy też JFK, Cobrze, Azgarowi i kilkunastu osobom z którymi kontaktu nie mam.

V-12: Dziękuję za rozmowę. Fajnie, że jesteś na scenie od lat i możemy dalej wspólnie działać. 🙂

p3ys_0n: Ja również dziękuję za wywiad i przede wszystkim za to, że mogłem chociaż częściowo przypomnieć sobie całą tę zabawę, kiedy scena była bardzo aktywna w latach 1995-2000. Kawał czasu minęło.

Wywiad przeprowadził V-12/Tropyx.

Wywiad ukazał się 31 lipca 2016 r. w czwartym numerze magazynu dyskowego Hot Style.